Sześć długich lat Kapitan Jack Sparrow kazał nam czekać na
swój powrót. Poprzedni film z jego udziałem z 2011 roku nie był aż tak udany
jak trylogia. Zabrakło w niej magii znanej z poprzednich trzech filmów, a
szybko okazało się, że tym razem osamotniony Jack Sparrow nie jest w stanie
unieść całego filmu na swoich barkach. Tym bardziej, że konflikt z Barbossą
zdawał się kręcić w kółko, a Czarnobrody oraz jego córka Angelica nie byli w
stanie zastąpić świetnego Davy’ego Jones’a w roli głównego antagonisty. „Na nieznanych
wodach” można więc traktować jako fanserwis, ewentualnie spin-off serii, którą
warto obejrzeć tylko jak kocha się świat „Piratów z Karaibów”. „Zemsta
Salazara” mogła zapoczątkować zupełnie nową trylogię, tym bardziej, że w grę o
losy pirackiego kodeksu włączył się potomek Turnerów, a nowy przeciwnik budzi
grozę niemniejszą niż były kapitan Latającego Holendra. Ale czy z
przedpremierowych oczekiwań co do nowego otwarcia marki coś pozostało?
