DC Comics wraz z Warner Bros. boleśnie przekonało się, że
niełatwo jest powtórzyć wspólny sukces Marvela i Disneya na zbudowanie pełnego
barwnych postaci i zaskakujących wydarzeń uniwersum. Choć jestem po tej
nielicznej stronie zwolenników „Batmana v Supermana: Świtu sprawiedliwości”,
tak „Legion Samobójców” jest filmem złym nawet w wersji reżyserskiej. Jako że w
Hollywood potrzebna jest zdrowa konkurencja, tak trzymałem kciuki za powodzenie
„Wonder Woman”. Dlatego cieszą przedpremierowe opinie krytyków i dziennikarzy,
że jedyna kobieta w składzie Ligi Sprawiedliwości jest bohaterką jednego z
najlepszych filmów DC w historii. Tylko czy to naprawdę najlepsza produkcja na
licencji DC od czasu „Mrocznego Rycerza” Christophera Nolana?
DC wraz z Warner Bros. po wizerunkowej porażce „Batman v
Superman: Świt sprawiedliwości” i „Legionu Samobójców” postawiło większy nacisk
na budowanie swojego uniwersum wykorzystując najbardziej znaną i lubianą postać
ze swojej stajni. Batman więc nie tylko stanął na czele Ligi Sprawiedliwości po
zaskakującym zakończeniu filmu o pojedynku dwóch wielkich herosów, ale na fali
popularności roli Bena Afflecka, solowy film o Mrocznym Rycerzu otrzymał
zielone światło. Ale to nie był koniec niespodzianek dla fanów Człowieka
Nietoperza. Po świetnie przyjętej „LEGO: PRZYGODA” z 2014, gdzie Batman
stanowił jedną z najważniejszych drugoplanowych postaci, a przy tym był
czołowym klaunem w drużynie, włodarze studia zdecydowali się poświęcić mu
własny film w klockowej konwencji. „LEGO BATMAN: FILM” to spełnienie
dziecięcych marzeń każdego, kto za młodu przerywał zabawę klockami aby obejrzeć
kolejny odcinek serialu animowanego o Batmanie.

