Patryk Vega jest bardzo płodnym reżyserem. W ciągu zaledwie
kilku miesięcy jest w stanie wyprodukować ponad dwugodzinny film, od razu
obiecując następną produkcję w podobnym czasie. Jednak to nie tempo czy
metodyka pracy może najbardziej imponować w osobie Patryka Vegi. Żaden inny
polski reżyser nie jest w stanie przyciągnąć zarówno koneserów kina, wyjadaczy
popcornu czy niedzielnych kinomanów do kina na swój film. Jedni na jego
produkcje idą z poczucia dobrze spędzonych dwóch godzin w świecie pełnym
przemocy, brutalności, przekleństw i głupiego humoru, drudzy wybiorą się, bo
wstyd nie znać, a przecież krytykować też trzeba mieć z czego. Niezależnie
jakie są intencje widzów do obejrzenia jego filmów, zyskuje na tym nie tylko
sam reżyser, ale i kina, które oblegane są jeszcze kilka tygodni po premierze
najnowszego dzieła Patryka Vegi. Ciężko nie mówić tutaj o pewnej modzie na
filmy Vegi. Jak więc do tego ma się jego najnowsza produkcja?
