xXx: Reaktywacja - recenzja
czwartek, marca 02, 2017
D.J. Caruso ma za sobą dwa całkiem udane thrillery („Niepokój”
i „Eagle Eye”), oraz całkiem niezły młodzieżowy akcyjniak „Jestem numerem
cztery”. Jego ubiegłoroczna przygoda z horrorem skończyła się spektakularną
klapą. Reżyser zamiast wrócić do korzeni, które przyniosły mu krótką, bo
krótką, ale zawsze jakąś sławę, zdecydował się na reżyserski fotel trzecich
przygód specjalnych agentów z programu xXx. I po co mu to było?
Powracający do roli Vin Diesel wcielający się w przyrodniego
brata Luke’a Cage’a, musi tym razem powstrzymać groźnego terrorystę Xianga (Donnie
Yen) i jego ekipę, która weszła w posiadanie „Puszki Pandory”, narzędzia
pozwalającego strącić każdego satelitę orbitującego wokół Ziemi. Xander Cage
zbiera więc ekipę wyrzutków złożonych z doskonałej snajperki Adele (Ruby Rose),
byłego kaskadera kochającego kraksy Tennysona (Rory McCann) oraz z DJ-a
potrafiącego zrobić niemałe zamieszanie Nicksa (Kris Wu).
Naprzeciw grupy łysego bohatera stanie zwariowany tancerz
Talon (Tony Jaa), niezbyt bystry, ale nadrabiający siłą Hawk (Michael Bisping)
oraz zabójczo seksowna Serena (Deepika Padukone). W obsadzie „xXx: Reaktywacja”
istnieje prawdziwa różnorodność, więc nikt nie może czuć się pokrzywdzony. Film
został idealnie oceniony przez speców od marketingu, którzy doskonale wiedzieli
kim sprzedać film w poszczególnych rynkach. Bo to produkcja pozbawiona co
prawda nachalnego product placementu, ale nadrabiając to aktorami i aktorkami,
którzy sami w sobie stanowią markę. Więc żeby film dobrze sprzedał się w
Chinach, zatrudniono Krisa Wu i cieszącego się ostatnio w Hollywood Donniego
Yena. Australia reprezentowana jest przez modelkę Roby Rose, Wielka Brytania
przez Roryego McCanna, zaś Indie mogą liczyć na ich wielką gwiazdę Deepikę
Padukone, mająca na koncie wiele dochodowych filmów z Bollywood. Jest jeszcze Samuel
L. Jackson w zaskakująco niewielkiej roli oraz Neymar, brazylijska gwiazda futbolu,
który otrzymał jeszcze gorszą rolę niż można byłoby przypuszczać po gościnnym
udziale wielkiej gwiazdy grającej samą siebie.
W tej międzykulturowej mieszance obliczonej wyłącznie na
zyski, nikt nie pokusił się o napisanie jakiegokolwiek sensownego scenariusza.
Bo i po co, mając w obsadzie tyle gwiazd, które samą swoją obecnością
sprzedadzą ten film. Dlatego też trudno „xXx: Reaktywację” traktować jako
poważną produkcję. Gdy wybierzecie się do kina, co i tak odradzam, polecam
nastawić się na parodię kina akcji oraz superbohaterskich produkcji. I to nie
żart, bo pomijając już fakt łamiących wszelkie prawa fizyki ekstremalny
wyczynów Vina Diesela i jego kompanów, film zaskakująco często czerpie klisze i
tropy, czasami żywcem kopiując poszczególne sceny z dwóch ostatnich przygód
Kapitana Ameryki. Już sama obecność Samuela L. Jacksona powinna co nieco
podpowiedzieć w tej kwestii.
„xXx: Reaktywacja” jest więc półproduktem, filmem bez
pomysłu na siebie, często z nieznośną narcystycznością chwalący się, że należy
do tego słusznie zapomnianego cyklu. Nie wiem ile zer na koncie musiał zobaczyć
Vin Diesel, który słusznie nie chciał powracać do roli Xandera Cage’a, ale na
pewno było ich nie mało. Tylko, że aktor od początku traktował pracę na planie
jako zabawę, co przełożyło się na tak słabą rolę, że Dieselowi umknął gdzieś
ten magnetyzm, który przyciąga do kolejnych odsłon „Szybkich i Wściekłych”.
Skoro jego bohater nie potrafi złapać jakiejkolwiek chemii z pozostałymi
postaciami, co jest bardzo ważnym elementem każdego odcinka o szybkich brykach
i wściekłych kierowcach, to coś jest najwyraźniej nie tak. Gdyby jeszcze
scenarzyści (a raczej osoby się za nich podające) nie włożyli w usta postaci
tak absolutnie złych dialogów, może byłoby odrobinę lepiej. A tak film
najlepiej można podsumować słowami pewnego chłopaka siedzącego za mną na sali kinowej,
który gdy tylko zaczęły się pojawiać napisy końcowe, rzucił na odchodne, że to
najlepsza komedia jaką kiedykolwiek widział. Ale gwarantuje wam, że na sali bez
kilku śmieszków chichoczących przy każdej absurdalnej sytuacji, nie będziecie
dobrze bawić się na tym filmie.
Ocena: 2/10
foto: Paramount Pictures